Nawigacja








Świadectwo Ewy z Chicago

Świadectwo w formacie video możesz oglądnąć, klikając tutaj.

Mam na imię Ewa. Bardzo się cieszę, że mam możliwość podzielenia się moim świadectwem, tego w jaki sposób Bóg mnie odnalazł i przemienił moje serce i życie.

Wychowałam się w tradycyjnej, polskiej rodzinie. W moim domu zawsze było dużo miłości, bardzo dużo śmiechu i dużo ciepła. Mama poświęciła wszystko na wychowanie mnie i mojego brata, podczas gdy tata utrzymywał dom. Nie byłam trudnym dzieckiem, nigdy nie wpadałam w tarapaty i zawdzięczam to własnie mamie, która dużo z nami rozmawiała i wiele tłumaczyła. Cieszę się, bo miałam zawsze wspaniały kontakt z rodzicami. Dziękuję Bogu za to, że miałam wspaniałe dzieciństwo i nigdy mi niczego nie brakowało.

Losy naszej rodziny potoczyły się tak, że znaleźliśmy się w Stanach Zjednoczonych. Dosyć szybko poznałam mojego przyszłego męża, zamieszkaliśmy razem, kilka miesięcy później wzięliśmy ślub. Marzyłam o dziecku, ale jak to młode małżeństwo, nie chcieliśmy tak od razu powiększać rodziny, tylko najpierw w miarę się urządzić. Kiedy przyszedł czas podjęcia decyzji i starania się o dziecko, okazało się że nie mogę zajść w ciążę. Ale po roku starań udało się i na teście zobaczyłam upragnione dwie kreski. Byliśmy naprawdę szczęśliwi. Ale to szczęście było krótkotrwałe, ponieważ nie donosiłam tej ciąży. W 23 tygodniu na świat przyszła nasza córeczka, ale nie miała szans na przeżycie. Po krótkich 25 minutach życia i walki lekarzy, malutka odeszła do nieba. Byłam całkiem sama kiedy to się stało. Moi rodzice kilka miesięcy wcześniej wrócili do Polski, a mój mąż akurat był na drugim końcu kraju w pracy. A ja nie do końca wiedziałam co się ze mną i wokół mnie dzieje. Przemiła pani pielęgniarka ponawiała propozycje abym potrzymała córeczkę, ale ja byłam w tak ogromnym szoku, że nie chciałam....nie potrafiłam. Ale ona nie dawała za wygraną i co jakiś czas ponawiała propozycję...była to bardzo ciepła i miła kobieta. W końcu zgodziłam się i wzięłam martwe ciałko na ręce. Moja piękna córeczka....tak bardzo pękało mi serce, że wrzeszczałam i płakałam z bólu i rozpaczy, przepraszając ją, że nie donosiłam, że ją zawiodłam. W kółko powtarzałam przepraszam córeczko, wybacz mi...

Nie do końca świadoma tego co się dzieje, jak automat podpisywałam papiery, akt urodzenia, akt zgonu, wybieranie cmentarza, wybieranie daty pogrzebu i tak dalej. Chciałam tylko aby mój mąż był przy mnie.....To była długa, nieprzespana noc. Przypomniałam sobie, że wierzę w Boga i zaczęłam się z nim kłócić. Miałam do Boga pretensje. Dlaczego mi to zrobił, czym sobie zasłużyłam. Przecież byłam dobrym człowiekiem, a dziecko było wymarzone i długo wyczekiwane. Naprawdę uważałam się za dobrego człowieka, i nie potrafiłam zrozumieć dlaczego mnie to spotkało, czy to jakaś kara? Wprawdzie nie chodziłam wcale do kościoła, ale katolicyzm w którym się wychowałam jakoś zawsze wzbudzał we mnie wiele wątpliwości. Nigdy nie czułam Bożej obecności w kościele, a religijne rytuały były bardzo dalekie mojemu sercu. Byłam katoliczką tylko z nazwy, z rozpędu, z ...przyzwyczajenia? Sama nawet z perspektywy czasu nie wiem jak to nazwać. Dosyć popularne jest sformułowanie" wierzący niepraktykujący" i ja chyba właśnie zaliczałam się do tej kategorii, chociaż bezsensowność tej nazwy zrozumiałam dopiero po nawróceniu. Leżąc tak na szpitalnym łóżku szczerze pragnęłam zamknąć oczy i nigdy już ich więcej nie otworzyć. Ktoś może pomyśleć, że przesadzam, że strata dziecka to nie koniec świata, zwłaszcza że nie zdążyłam tego dziecka poznać. Ale dla mnie to był koniec świata. Byłam pewna, że z tego nie wyjdę. Załamałam się totalnie, nie widziałam powodu dla którego miałabym żyć. Macierzyństwo było zawsze moim marzeniem, myślałam że spełnię się jako matka i będę pełnowartościową kobietą. Kiedy zostało mi to zabrane, ja nie widziałam już sensu życia. Część mojego serca umarła razem z córką.

Mąż przyjechał rano...To był jeden z nielicznych momentów kiedy widziałam go płaczącego. Potem gorzko płakał kiedy niósł białą trumienkę. Sam bardzo mocno to wszystko przeżył, ale starał się również być dla mnie wsparciem. Ale dla mnie to było za mało. Wpadłam w depresję. Nikt nie potrafił mi pomóc. Chciałam mówić, opowiadać o mojej córeczce, rozpamiętywałam w mojej głowie ciągle na nowo i na nowo to co się stało. Ale oprócz mnie, nikt nie chciał o tym rozmawiać. Ludzie nie potrafią się w takich chwilach zachować i z reguły milczą. Oczywiście jest to zrozumiałe i nikogo za to nie obwiniałam, ale to że nie miałam zrozumienia wokół siebie jeszcze bardziej pogłębiało moją depresję. Znalazłam forum dla rodziców którzy stracili dzieci. Całymi dniami siedziałam i czytałam ich historie i wylewałam łzy. Tak wyglądał rok mojego życia po stracie dziecka. Forum bardzo mi pomagało, nie wiem dlaczego, ale takie rzeczy jak rozmawianie z kimś kto jedzie na tym samym wózku naprawdę pomaga. Rodzicielskie zrozumienie i solidarność. Ale moje serce nadal bardzo cierpiało, nie potrafiłam wrócić do normalnego życia.To była rana, która przez cały czas się sączyła i nie chciała się zagoić. Pewnego dnia koleżanka powiedziała mi abym czytała Biblię, że tam znajdę pomoc i ukojenie. Pomyślałam sobie, że dlaczego nie, zrobię wszystko aby zrozumieć i już tak nie cierpieć. Chciałam zacząć sama szukać dla siebie pomocy. Sięgnęłam po Pismo Święte, które mieliśmy w domu, nietknięte, zakurzone...Mój mąż dostał je wiele lat wcześniej od swojej cioci. Nigdy wcześniej nawet mi nie przyszło do głowy aby je czytać. Nie do końca wierzyłam, że to mi pomoże, ale postanowiłam że nie zaszkodzi spróbować. No i się bardzo zawiodłam. Z trudem przebrnęłam przez kilkanaście pierwszych kartek Starego Testamentu, stwierdziłam że to w żaden sposób mi nie pomaga i Biblia powędrowała z powrotem na półkę. Jak się potem okazało, tylko na kilka miesięcy.

Po upływie kilku miesięcy Bóg postawił na mojej drodze kolejny raz kogoś, kto zachęcił i mnie i mojego męża do czytania Pisma Świętego. Był to chłopak, który nawrócił się pół roku wcześniej. Opowiedział o tym, jak po przeczytaniu Biblii zmieniło się jego życie, że poznał Jezusa. Bardzo mi się podobało co mówił, ciągnęłam go za język jak tylko mogłam. Mówił też o tym, że religia nam nic nie daje i jest wymysłem ludzkim, że trzeba mieć żywą relację z Bogiem. Zapytałam go o naszą córeczkę. Powiedział nam, żebyśmy się o nią w ogóle nie martwili, ponieważ według Biblii wszystkie dzieci są w niebie, tylko że aby się z nią spotkać, my musimy się najpierw nawrócić. Jego spotkanie z żywym Słowem Bożym, było jak zderzenie z pociągiem i miał wybór- albo żyć jak do tej pory, albo żyć zgodnie z tym co jest napisane. Wybrał to drugie. Jego świadectwo i to że zobaczyliśmy jak bardzo się zmienił , (znaliśmy go jako chłopaka który lubi imprezować), tak bardzo nas zachęciło do czytania Biblii, że praktycznie mając w domu tylko jeden egzemplarz, niemal wyrywaliśmy ją sobie z rąk. Zaczęłam tym razem czytać od Nowego Testamentu.....i "popłynęłam". Zakochałam się w Słowie Bożym, pokochałam Jezusa. Czytałam po kilka godzin dziennie, zastanawiąjąc się, dlaczego przez 29 lat mojego życia nikt mi wcześniej nie powiedział, że Biblia jest tak fascynująca, tak ciekawa, tak bogata i głęboka...Czytając nie mogłam się doczekać, co jeszcze odkryję. Czułam się tak, jakbym do tej pory nie żyła, tylko wegetowała, żyła w jakiejś bańce, i nie miała o niczym pojęcia. Bo i tak było. Dopiero Pismo Święte otworzyło mi oczy i dało zrozumienie tego, co się dzieje na świecie, dlaczego tak się dzieje i jak się zakończy historia ludzkości. Ani przez chwilę nie przyszło mi na myśl, aby nie wierzyć w to co czytam. Wszystko zaczęło mi się układać jak puzzle, zaczęło nabierać sensu. Bardzo szybko zorientowałam się, jak jestem mała, brudna, grzeszna i niegodna. Do mojego serca przyszło przeświadczenie, że jestem pełna pychy i egoizmu, że uważam się za dobrego człowieka, a moje serce jest pełne jadu, nieprzebaczenia, wywyższania się.Boże standardy to nie ludzkie standardy. Porównując się do innych ludzi, zawsze znajdziemy coś na swoje usprawiedliwienie. Skoro nie kradnę i nikogo nie zabiłam, to wszystko jest ze mną w porządku. Tymczasem w Piśmie Świętym przeczytałam, że grzech oddziela mnie od Boga, nie ważne jaki ten grzech by nie był. Bóg pokazał mi, jak maleńkim robaczkiem jestem i że to On panuje nad wszystkim a ja sama nie jestem w stanie nic zrobić. Było mi wstyd, że obwiniałam Boga za mój los....było mi wstyd, że nie chciałam kontynuować mojego życia, tego cennego daru....Pierwszy raz w życiu zaczęłam rozmyślać nad krzyżem Golgoty i nad tym, co się tam wydarzyło. Jakiego wielkiego dzieła dokonał Jezus Chrystus! Dwa tysiące lat temu Boży Syn oddał swoje życie abym ja mogła mieć przebaczone grzechy i winy, tu i teraz... dzisiaj.To Jezus zapłacił mój dług, abym ja mogła być zbawiona za darmo. Nikt nigdy sam siebie poprzez swoje uczynki i starania nie zbawi. Zdziwiła mnie prostota ewangelii. Bez skomplikowanej teologii, bez obrzędów, bez pośredników. Po prostu Jezus oddał życie za mnie i daje mi szansę i wybór czy ja chcę oddać życie Jemu.Dzisiaj jest czas łaski, dzisiaj jest dzień kiedy trzeba zdecydować, bo jutro nie należy do nas, a po śmierci jest już za późno. Żadna religia świata nie jest w stanie dać mi tego, co ofiaruje mi Jezus- życie wieczne. Religia mówi, że muszę spełnić wiele warunków, aby dostać się do nieba, muszę polegać na własnych uczynkach i staraniach a i to nie daje mi żadnej gwarancji zbawienia. Tymczasem w Biblii jest napisane, że zbawienie jest za darmo i tylko i wyłącznie z łaski. List do Efezjan 2:8-9 mówi " Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was, Boży to dar, nie z uczynków, aby się kto nie chlubił". To Jezus dokonał tego dzieła odkupienia i żaden człowiek nigdy nie będzie w stanie poprzez żadne uczynki zasłużyć sobie na zbawienie. Otrzymujemy je tylko przez pokutę i wiarę, że Jezus umarł i zmartwychwstał. Wiele ludzi mówi że wierzy w Boga, wierzy w Jezusa. Ale sama wiara w istnienie Boga, Jezusa i Ducha Świętego, to za mało. Wiara to przede wszystkim posłuszeństwo, a nie można być Bogu posłusznym nie znając Jego Słowa.

Moje serce zostało przemienione. "Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe." 2Kor 5.17. I rzeczywiście wszystko stało się nowe. Pewnego dnia zorientowałam się, że w ogóle nie przeklinam, (wcześniej robiłam to często), oraz że nie nadużywam imienia pana Boga. Wcale się nie musiałam wysilać ani starać, po prostu Bóg mi to zabrał w jednej chwili, w cudowny sposób. Dał mi zupełnie nowe myślenie, nowe motywacje, nowe wartości. Bóg sprawił, że pokochałam Go całym sercem i dlatego oddałam w posłuszeństwie moje życie Jezusowi. To była najlepsza decyzja jaką podjęłam w życiu. Po pewnym też czasie Bóg poradził sobie z moim nałogiem palenia papierosów. Sama podejmowałam wiele prób i starań i nie byłam w stanie rzucić palenia, ponieważ lubiłam palić i na nikotynowym głodzie byłam rozdrażniona i nie wytrzymywałam i kupowałam kolejną paczkę. Bóg sprawił że udało mi się rzucić i nie mieć tego głodu i pociągu jaki miałam zawsze. W historii o Nikodemie pan Jezus powiedział takie słowa" Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić." Ewangelia Jana 3:7. Zrozumiałam, że to wszysto co się ze mną działo, to było narodzenie się na nowo, z Bożego Ducha. Mój mąż nawrócił się równocześnie ze mną i wiem, że jest to wielka łaska i ogromne błogosławieństwo. Poprzez nowonarodzenie, nie z ciała, lecz z Ducha Świętego, staliśmy się dziećmi Bożymi.

Początkowo byłam zaskoczona reakcją otoczenia. Nasz świat bombardowany jest wszechobecną tolerancją. Tolerancja dla homoseksualizmu, tolerancja dla aborcji, tolerancja dla innych ras i religii, można tak wymieniać bez końca. A tymczasem ja zetknęłam się w bolesny sposób z brakiem zrozumienia i tolerancji że oddałam życie Jezusowi. Jako chrześcijanka z nowym sercem potrafię i chcę reagować na grzech, ale nie osądzając ludzi. Sprzeciwianie się grzechowi nie jest jednoznaczne ze sprzeciwianiem się człowiekowi. Nikt inny tylko Pan Jezus dał nam najlepszy przykład okazywania miłości grzesznikom. Każdy z nas jest grzeszny. Jak już wspomniałam wcześniej, Biblia jest wspaniała i ma odpowiedź na wszystko, znalazłam wiele miejsc w Biblii, które nie pozostawiają wątpliwości, że brak zrozumienia jest wpisany w nasze chrześcijańskie życie. Dopóki Bóg kogoś nie pociągnie, dopóki nie da pragnienia czytania Słowa Bożego, człowiek nie zrozumie chrześcijanina, który narodził się na nowo." A teraz, czy chcę ludzi sobie zjednać, czy Boga? Albo czy staram się przypodobać ludziom? Bo gdybym nadal ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusowym." Galacjan 1,10. W posłuszeństwie Bogu wzięliśmy chrzest wodny przez zanurzenie, jako symbol że nasz stary człowiek umarł i narodził się nowy w Jezusie Chrystusie i jako publiczne przyznanie się do wiary w Jezusa. " Każdego więc, który mię wyzna przed ludźmi, i Ja wyznam przed Ojcem moim, który jest w niebie;" Ewangelia Mateusza 10:32."Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony" Ewangelia Marka 16,16. Spotkaliśmy się z zarzutami, że w bolesnym momencie życia ktoś wciągnął nas do jakiejś sekty. Jest to bardzo dalekie od prawdy. To czytanie Biblii zmieniło nas, ponieważ Duch Święty dotknął naszych serc i przeszył nasze dusze. Dopiero kilkanaście tygodni od momentu kiedy nawróciliśmy się, pierwszy raz poszliśmy do kościoła, w którym wierzy się biblijnie i poznaliśmy chrześcijan ewangelicznych. Nikt nas nigdy tam nawet nie zapraszał. Nie mieliśmy pojęcia czego się spodziewać, nigdy wcześniej nie byliśmy w kościele innym niż katolicki. Ale to nasze pierwsze nabożeństwo było tylko potwierdzeniem, od razu poczuliśmy się " na miejscu". Bóg bardzo się mnie dotykał, z moich oczu płynęły łzy wzruszenia i radości że tak wspaniale można oddać Bogu chwałę przez pieśni i modlitwy.

W filmach lub książkach często są historie z tak zwanym "happy endem". Drogi czytelniku, jeśli czytasz te słowa teraz i spodziewasz się, że moje życie już było i zawsze będzie wspaniałe i bezproblemowe, to muszę cię rozczarować. Jeśli ktoś ci kiedyś powie taką ewangelię, że oddaj życie Jezusowi a zobaczysz że ci się polepszy i wszystko zacznie układać, uciekaj jak najdalej od takiej ewangelii. Bóg daje rozmaite doświadczenia, jest bardzo obfity w dawaniu wspaniałych rzeczy i czynieniu cudów, ale nie obiecuje, że będzie tylko z górki. Prawie wszyscy apostołowie umarli śmiercią męczeńską. Miliony chrześcijan na całym świecie jest prześladowanych i mordowanych. W wielu państwach czytanie Pisma Świętego jest zabronione, palone są Biblie i kościoły. Najważniejsze jest, abyśmy ufali Bogu i powierzyli mu wszystkie nasze sprawy, wszystkie nasze myśli, zwątpienia, trudne decyzje, problemy i to co nas boli. Ponieważ Bóg dał obietnicę, że nikogo nie zostawi."Tęsknie oczekiwałem Pana: Skłonił się ku mnie i wysłuchał wołania mojego. Wyciągnął mnie z dołu zagłady, Z błota grzązkiego. Postawił na skale nogi moje. Umocnił kroki moje. Włożył w usta moje pieśń nową, Pieśń pochwalną dla Boga naszego. Ujrzy go wielu i ulęknie się, I ufać będą Panu." Psalm 40:2-4. " Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Bo w nim pokładam nadzieję moją! Tylko On jest opoką moją i zbawieniem moim, Twierdzą moją, przeto się nie zachwieję. W Bogu zbawienie moje i chwała moja; Skała mocy mojej, ucieczka moja jest w Bogu." Psalm 62:6-8.

W rok po nawróceniu zaszłam ponownie w ciążę i ponownie straciliśmy córeczkę. Tym razem przez cały czas wiedzieliśmy, że mamy tylko 50 % szansy na utrzymanie ciąży. Modliliśmy się gorąco każdego dnia, nie tylko o pomyślne rozwiązanie, ale przede wszystkim o Bożą wolę. Modliło się z nami bardzo wiele osób. Okazało się że Boża wola była inna. Nie było łatwo ogarnąć to myślami. Jesteśmy tylko ludźmi, a zły bardzo wykorzystuje takie momenty, aby zniszczyć naszą wiarę. Ale Boga nie kocha się za coś, Boga kocha się mimo wszystko. Wytrwała modlitwa braci i sióstr, to że oni modlili się wtedy, kiedy my nie byliśmy w stanie się modlić, sprawiło że oddaliśmy Bogu chwałę również poprzez stworzenie naszej drugiej córeczki. Przy wielu łzach i kondolencjach nie zapomnę słów jednej siostry, która powiedziała nam, że nam gratuluje, ponieważ jesteśmy prawdziwie, podwójnie błogosławieni, bo nie każdy ma taką łaskę aby mieć dwoje dzieci od razu zbawionych, razem na zawsze w wieczności. I to jest największa i najpiękniejsza prawda. Przez cały czas budujemy naszą wiarę, wzrastamy, uczymy się, Bóg nas uczy i przede wszystkim pokazuje, że jest zawsze z nami. To nie czas uleczył moje rany. Moje rany zostały uleczone poprzez wiarę i miłość. Rzeczywistość życia duchowego, tego że nasze życie nie kończy się wraz z ostatnim oddechem, jest niemal namacalna. Być może długo bym jeszcze żyła w totalnej ignorancji, a być może nawet nigdy bym nie zastanawiała się nad życiem po śmierci, gdyby nie to, co mnie spotkało. Dziś, potrafię z pełną świadomością wyznać, że gdybym mogła cofnąć czas i zmienić swój los, nie zrobiłabym tego. Ponieważ ja tak naprawdę nie straciłam moich dzieci, tylko zyskałam największy skarb.

Moje świadectwo jest szczere i prawdziwe. Jeśli jesteś zainteresowany/a żeby skontaktować się ze mną drogą elektroniczną,potrzebujesz rozmowy lub modlitwy, napisz na esmorczewski@gmail.com



       
    wyślij komuś link
    Ogłoszenia

    Twoje radio - Wiara i Wolność (Chicago wpna 1490 AM, Niedziela 5:00 PM). Po więcej informacji: www.wiaraiwolnosc.pl

    Oferta grupy SNAP. Po więcej informacji, kliknij tutaj

    Jeśli chciałbyś otrzymać darmowy film Jezus (DVD), kliknij tutaj
    Jeśli chciałbyś dowiedzieć się z jakiego powodu,
    kliknij tutaj


    Jeśli chciałbyś zadać pytanie lub wyrazić opinię, kliknij tutaj

    Jeśli masz sugestie
    jak możemy efektywniej służyć Jezusowi,
    kliknij tutaj

    Jeśli na stronie www.zaJezusem.com znalazłeś materiał nie posiadający praw autorskich proszę o kontakt.

     
       
     2905591