Co to jest zaufanie?

Z książki Joni Eareckson – możesz obejrzeć film o jej życiu, klikając tutaj.

Kiedy mówię o zaufaniu do Boga podczas kryzysów i cierpień, nie mówię, że ufanie Bogu oznacza to samo co uczucie ufnego wzruszenia. To nie wzruszenie, to raczej akt woli. W istocie ufanie Bogu jest wytłumaczenie samemu sobie, że należy postępować zgodnie z tym, o czym wiemy, że jest prawdziwe, nawet wtedy, gdy nam się to nie podoba.

W pierwszych miesiącach po moim wypadku w obietnicach Bożych widziałam wszystko tylko nie prawdę.

Zgodnie z moim ówczesnym sposobem myślenia Bóg był obłąkany. Bo jakże ten przeklęty paraliż mógłby stanowić wzorzec dobrego dla mnie życia.

Nie to nieprawdopodobne. W moim wnętrzu dokonywało się niebezpieczne utożsamienie – rozpacz duszy zaczynała zrównywać się z szarością i posępnością ścian budynku szpitalnego, w którym leżałam. Nawet wtedy kiedy mogłam wrócić już do domu, zaufanie Bogu wydawało mi się niemożliwe.(…) Nękajace mnie wątpliwości znalazły wreszcie rozwiązanie. Zdarzyło się to, gdy podczas jednego z tych długich lecz miłych wieczorów z Dianą i Stevem, rozprawialismy o sprawach wiary. Steve zaproponował, żebyśmy skupili uwagę na tekście, który w tym tygodniu był przedmiotem jego indywidualnych studiow biblijnych. Otwierając 20 rdział Ew. Jana rozpoczął czytanie fragmentu, zawierającego opis zachowania uczniów po pogrzebie, kiedy w obawie przed żydami zaryglowali drzwi. Nagle pośrodku pokoju ukazał się Jezus i oznajmił zdumionym, że naprawdę zmartwychwstał.

Z jakiegoś powodu Tomasza nie było z nimi. A gdy juz powrócił nie chciał dać wiary opowiadaniu uczniów Ew. Jana 20.25.

Tydzień później w identycznych okolicznościach, w tym samym miejscu, przyszedł Jezus i stanął pośród nich. Tym razem Tomasz był z nimi. Pan rzekł do Tomasza, ….Podnieś tutaj palec i zobacz moje ręce.Podnieś rękę i włóż do mego boku,i nie bądż niedowiarkiem, lecz wierzącym! Ew Jana 20,27.(…)

Steve bardziej jeszcze wychylił się do przodu, aby dodać mocy swoim słowom i zaczął wolno odczytywać werset 29, kierując jego orędzie wprost do mnie; Powiedział mu Jezus uwierzyłeś dlatego ponieważ mnie ujrzałeś,Błogosławieni ci, którzy nie widzieli a uwierzyli.

Werset ten ugodził mnie z ogromną siłą, Jezus pragnął bym uwierzyła w Jego słowa nie domagając się dotykalnego lub widzialnego dowodu. Jak łatwo byłoby uwierzyć wówczas, gdyby zjawil się we własnej osobie w moim pokoju. Rzecz jasna mógł tego dokonać, lecz On chciał bym uwierzyła na słowo. Czyż i ja nie chce by wierzono mi na słowo? Czyż nie jest nam przyjemnie gdy inni nam wierzą?

Czyż Jezus nie pragnąłby być traktowany w ten sposób?

Wymagało to pewnego wysiłku, lecz ilekroć rodziły się jakieś wątpliwości, starałam się odtąd zawsze szukać na nie odopwiedzi w Piśmie Świętym, ponieważ tylko tam znajdowałam przekonywujące argumenty, które niezbicie dowodziły, że Bóg w swej naturze godzień jest zaufania.(…) Chwytam się słów Jezusa, które przynoszą mi zapewnienie wiecznej nagrody w niebie, nie dlatego, że zobaczyłam i uwierzyłam, lecz dlatego, że nie ujrzawszy jednak wierze. Jest to przywilej jakiego nie znali Jego uczniowie, wiara na słowo i zaufanie do niewidzialnego Boga nadaje nowa jakość naszemu chrześcijaństwu, ucząc oddawania Mu czci i polecenia się Jego opiece w niezwykłym stopniu.